Wyszukiwanie
Święta

Piątek, XI Tydzień zwykły
Rok B, I
Dzień Powszedni

Licznik
Liczba wyświetleń strony:
16108

Szukającym drogi

PRZED OBLICZEM BOGA

NA ROZPOCZĘCIE

Mieszkać pośrodku uchwytnej niepojętości Boga, być kochanym przez samego Boga, tak że pierwszym i ostatnim darem jest właśnie nieskończoność i niepojętość - to groza i szczęście zarazem. Ale nie mamy wyboru. Bóg jest z nami.

I. PRZED OBLICZEM BOGA

Wszechmogący, święty Boże, do Ciebie pragnę przyjść i do Ciebie się modlić. Ciebie chcę wyzna­wać - Ciebie, Ojca, Syna i Ducha Świętego - Ciebie chwalić, wielbić i czcić. Tobie chcę składać dzięki dla wielkiej chwały Twojej.

Co Ci mam powiedzieć, Boże mój? Czy mam po­zbierać zewsząd słowa sławiące Twoje święte imię, czy mam Cię nazywać wszystkimi imionami tej zie­mi - Ciebie, który jesteś niewysłowiony? Nazwać Cię Bogiem mego życia, jego sensem, celem moich dróg, uświęceniem moich uczynków? Goryczą mych gorz­kich godzin, domem mej samotności - Ciebie, który jesteś moim najintymniejszym szczęściem? Czy mam do Ciebie mówić: Stwórco, Dawco życia i łask, Bli­ski, Daleki, Niepojęty, Boże kwiatów i gwiezdnych przestworów, Boże łagodnego wietrzyku i straszli­wych bitew, Mądrości, Mocy, Wierności i Prawdo, Wieczności i Bezkresie, Wszechmiłosierny, Sprawie­dliwy, absolutna Miłości?

Co Ci mam powiedzieć, Boże mój? Czy mam Ci się żalić, że jesteś ode mnie tak daleko, że Twoje mil­czenie jest tak niesamowite i nie ma końca? Że jesteś dla mnie zbyt pobłażliwy i że Twoje drogi, o Panie, którymi przecież my musimy chodzić, a nie Ty, są tak niepojęcie pogmatwane i nieprzejrzyste? Ale czy taka skarga jest możliwa? Jakże mogę Ci się żalić na Two­ją dalekość, skoro Twoja bliskość jest dla mnie rów­nie straszliwa? Na Twoją pobłażliwość, skoro pozwala mi ona utrzymać się przy mym grzesznym życiu? Na niepojętość Twych dróg, skoro pogmatwała je prze­cież moja zła i zabłąkana wola?

Co Ci mam powiedzieć, o Boże mój? Czy mam Ci oddać bez zastrzeżeń siebie? Czy mam Ci powie­dzieć, że należę do Ciebie ze wszystkim, czym jestem i co posiadam? O, Boże mój, jakże mógłbym Ci sie­bie dać, jeśli Twoja łaska nie zechciałaby mnie przy­jąć? Jak mógłbym wstąpić na twoją służbę, gdybyś mnie nie wezwał? Dziękuję Ci za to, że mnie powoła­łeś. Służba dla Ciebie przychodzi mi wprawdzie z tru­dem. Ale moje ospałe i bojaźliwe serce powinno mil­czeć i nie skarżyć się na tę służbę. Moje usta powinny raczej kłamać memu sercu, które chce się buntować, bo wtedy właśnie będą wypowiadać Twoją prawdę, ważniejszą przecież od mojej: O tak, Panie, Twa służba jest dobra, Twe jarzmo lekkie, Twe brzmię łagod­ne. Dzięki Ci za wszystko, czego w moim życiu ode mnie zażądałeś. Bądź pochwalony za czas, w jakim umieściła mnie chwila mego narodzenia. Bądź uwiel­biony za moje dobre godziny i za moje gorzkie dni. Bądź błogosławiony za wszystko, czego mi odmówi­łeś. Panie, nie oddalaj swego krnąbrnego i leniwego sługi ze swojej służby. Masz władzę nad moim ser­cem. Masz władzę nade mną samym - tam głęboko, gdzie tylko ja sam decyduję o sobie i o swoim wiecz­nym losie. Twoja łaska jest łaską wiecznej wszech­mocy. Mądry, miłosierny, kochający Boże, nie odrzu­caj mnie sprzed swego oblicza. Zatrzymaj mnie w swojej służbie po wszystkie dni mego życia. Żądaj, czego chcesz, tylko daj, co nakazujesz. Kiedy jestem zmęczony służbą dla Ciebie, Ty nie ustajesz w cier­pliwości dla mnie. Przychodzisz, by mi pomóc. Da­jesz mi siłę ku temu, bym ciągle na nowo zaczynał; bym miał nadzieję wbrew wszelkiej nadziei; bym wie­rzył w zwycięstwo - w Twoje zwycięstwo we mnie wśród wszystkich klęsk, które są klęskami moimi.

Co Ci mam powiedzieć, Boże mój, poza tym, że jestem grzesznikiem? Ale Ty wiesz o tym lepiej niż ja, a ja nie chciałbym przecież w to uwierzyć i przy­znać się, gdyby mi tego nie rzekło Twoje słowo. Pa­nie, nie odchodź ode mnie, bom jest człowiek grzesz­ny. Czy nie lepiej powiedzieć tak właśnie niż inaczej? Do kogóż miałbym się uciec w swojej słabości, gnu­śności serca, w dwuznacznym i wątpliwym charakte­rze nawet tego, co jest we mnie najlepsze - jeśli nie do Ciebie? Boże grzeszników, Boże zwykłych, powszednich, tchórzliwych i przeciętnych grzeszników! Mój grzech, o Boże, nie jest jakiś nadzwyczajny; jest tak powszedni, tak przeciętny, jest czymś tak zwykłym, że można by go nawet nie dostrzec. Oczywiście tylko wtedy, jeśli nie dostrzega się Ciebie, który jesteś bez­granicznie święty, i jeśli się zapomina, że Ty w za­zdrosnej miłości pragniesz posiadać nasze serce całe i niepodzielne, płonące i na wszystko gotowe.

Do kogóż, o Boże, miałbym się uciec? Wielcy grzesznicy mogliby się może jeszcze przez jakiś czas napawać demoniczną wielkością swego grzechu. Ale jakież obrzydzenie musi budzić moja miernota, moja syta gnuśność serca, przerażająca przeciętność mo­jego „czystego sumienia”. Tylko Ty znosisz jeszcze takie serce, tylko Ty masz jeszcze dla mnie cierpli­wą miłość. Tylko Ty jesteś większy od mego bied­nego serca (1 J 3, 20). Boże grzeszników, o, Boże tych nawet, co są letni i co mają gnuśne serce: zmi­łuj się nade mną!

Dźwięk

Brak pliku dźwiękowego

Statystyki

Brak własnych statystyk